Prezydent Donald Trump twierdzi, że nie wierzy, by Kongres musiał zatwierdzać jego plan wysłania 5000 dolarów każdemu dorosłemu Amerykaninowi po wyborach śródokresowych – pomysł, który przedstawił na pierwszej republikańskiej konwencji przedwyborczej w Dallas.
Zapytany wprost o te wypłaty w wywiadzie dla CBS News Texas, Trump powiedział: „Sądzimy, że nie”. Dodał, że prawodawcy poparliby ten pomysł, gdyby zgoda była potrzebna, wskazując na dochody z ceł.
Obietnica za bilion dolarów
Propozycja, którą Trump nazywa dywidendą, objęłaby dorosłych obywateli, jeśli Republikanie utrzymają kontrolę nad Izbą Reprezentantów i Senatem. Szacunki kosztów przekraczają bilion dolarów. NBC News podało, że eksperci prawni, ekonomiści, a nawet współpartyjni Republikanie Trumpa widzą długą listę przeszkód – od braku jasnych podstaw prawnych po arytmetykę przeprowadzenia takiej ustawy przez Kongres.
Szerokie wypłaty nie są nowością. Kongres zatwierdził bezpośrednie czeki podczas pandemii COVID-19 w latach 2020 i 2021. Trump proponował w 2025 roku dywidendę 2000 dolarów finansowaną z ceł, a w tym roku Kongres zatwierdził konta inwestycyjne dla dzieci. Wypłaty dla żołnierzy również zostały uruchomione.
Kandydaci zachowują dystans
Pomysł wyszedł od samego Trumpa – według osoby mu bliskiej to on zdecydował o umieszczeniu go w przemówieniu konwencyjnym. Wystąpienie zawierało też obronę wojny z Iranem i poparcie dla prokuratora generalnego Teksasu Kena Paxtona w wyścigu do Senatu.
Mimo to niektórzy republikańscy urzędnicy w okręgach wahających się powiedzieli wprost, że ich kandydaci nie będą prowadzić kampanii na rzecz dywidendy. Obietnica pojawia się w momencie, gdy wiele gospodarstw domowych zmaga się z wyższymi kosztami energii związanymi z konfliktem na Bliskim Wschodzie.
Co dalej
Nie zgłoszono żadnego projektu ustawy i żadna agencja nie opublikowała mechanizmu wypłat. Na razie plan pozostaje obietnicą wyborczą, a nie programem, a jego los zależy od wyniku listopadowych wyborów.